A wszystko zaczęło się od…

A wszystko zaczęło się tam, gdzie dawne opowieści miały swój koniec. W momencie, gdy Trzecia Era miała się ku końcowi, a świt nad Śródziemiem zwiastował nowy dzień, nowy początek, Erę Ludzi. 
Barwne pieśni opowiadają historię Elessara i Arweny, za życia których wspaniałymi czynami wsławili się mężni rycerze i damy, dorównujące odwagą niejednemu mężowi, a także mali ludzie ze spokojnych krain, na których barkach złożono los Ardy. Były to chwile doniosłe i wielkie, które nawet najmłodszych słuchaczy przyprawiają o szybsze bicie serca.
Lecz czas ten wkrótce miał się skończyć. Gdy odrodziło się Zjednoczone Królestwo, stworzone z Gondoru i Arnoru, gdy Król znów nałożył na głowę koronę, wydawało się, że spokój i dostatek zapanuje w Śródziemiu. W istocie, przez wiele wieków tak było, a ludzie, elfowie, krasnoludowie i hobbici żyli w zgodzie, nie nękani ciemnym spojrzeniem Nieprzyjaciela. Lecz wszystko, co ma swój początek, ma i koniec.

Lata mijały, a na ludzkich tronach zasiadały coraz to nowe osoby. Wraz z panowaniem każdej z nich sytuacja się zmieniała, narodziły się waśnie i spory wśród śmiertelnych władców. W końcu kryzys dopadł Zjednoczone Królestwo, a spory między Gondorem i Arnorem doprowadziły do wojny domowej, wyniku której państwo rozpadło się. Mniej więcej w tym samym czasie Arnor zniósł również opiekę nad krainą hobbitów, Shire.

Tak ponownie nastały Lata Namiestników.
Próżno szukać powodu, przez który w IV Erze Śródziemia królewska linia Gondoru oddała koronę na głowę Pierwszego Namiestnika, Ectheliona, noszącego to imię po dawnym królu, choć z rodu królewskiego nie pochodził. Waśnie i spory między gondorskimi książętami doprowadziły ponownie do walk wewnętrznych; królestwo osłabło, a każdy kolejny rok sprawiał, że popadało w coraz głębszą ruinę, podobnie jak jego skarbiec. Jedynie armia, wciąż liczna i szkolona miała się dobrze. Najwięcej Gondorczyków pod swym sztandarem zgromadził Książę Dol Amroth, a jego tereny zdawały się najlepiej znosić ówczesną sytuację. 
Namiestnik zasiadający w Minas Tirith nie dorównywał mu władzą, ani prestiżem, i jedynie więzy krwi trzymały na jego głowie koronę. Myśli Eghanora V, Namiestnika Białego Miasta, były skierowane na wschód.

Tam, choć bramy Mordoru zostały dawno zburzone, panował istny chaos. Choć Minas Ithil zostało doszczętnie zniszczone, a rubieże Mordoru przeczesane, nie zdołano wyłapać wszystkich niedobitków saurońskiej armii. Orkowie i Uruk-hai skryli się w krętych korytarzach jaskiń, a gdy oczy prześladowców przymknęły się, zaczęli wychodzić ze swych kryjówek. Brakowało im władzy, jaką dawniej mieli narzuconą, jednak zaszczepiona głęboko chęć przetrwania oraz pozbawienie ciągłej kontroli z strony Oka sprawiły, że ród upodlonych zmienił się, choć nie zmieniła się ich natura. Co nieliczni stali się bystrzejsi, wiedli prym w swych bandach. Było ich wiele, każda charakteryzowała się innymi atutami, lecz powiedzieć można, że pod wpływem prawa silniejszego każda z band miała swego przywódcę, a wśród całej rasy zaczęła tworzyć się dziwna struktura. Na samej górze stali Uruk-hai, którzy specjalizowali się w niewoleniu… w ciągu lat zniewolili wielu ludzi, czy to z terenów samego Mordoru, czy też Haradu lub Khandu. W okolicach Nurn, gdzie ziemia nadawała się pod uprawę, zmuszali ludzi do niewolniczej pracy w niewielkich osadach, przypominających ludzkie wsie.

Ponadto, nie niepokojeni przez Gondorczyków, stali się bardziej butni, uwagę swą właśnie na ten kraj kierując. Coraz śmielej poczynali sobie na zachodzie mrocznej krainy, napadając i niepokojąc przygraniczne tereny.

Fakt ten zajmował myśli gondorskiego namiestnika, dając mu nadzieję, której od dawna potrzebował…